NADAL JESTEM SOBĄ – czyli jak zmienia (lub nie zmienia) macierzyństwo.

Wpis bardziej osobisty, niż powinien być. Taki trochę na Dzień Kobiet. Nie zapominajmy o tym aspekcie naszego życia. To bycie kobietą daje nam możliwość do bycia mamą.  A bycie mamą pozwala nam poczuć aspekt kobiecości jeszcze mocniej i doświadczać go jeszcze piękniej

Wiem, że panuje takie przekonanie lub może wyobrażenie, że ciąża, a co za nią idzie pojawienie się na świecie maluszka wszystko zmienia, ale wiecie tak absolutnie wszystko – że nie jesteśmy już kobietą, że nie mamy na imię tak jak w dowodzie osobistym, że fryzjer to w sumie może poczekać, paznokcie nagle najbardziej podobają się nam naturalne, regulacja brwi to w sumie może poczekać, a wyjście z domu zakrawa na szaleństwo. Dlaczego? Bo teraz jestem MAMĄ, a moim nadrzędnym celem jest karmienie i przewijanie, moje nadzieje ograniczają się do przespania kilku godzin w kawałku, a marzenia sięgają ciepłej kawy wypitej w spokoju... Tak rzadko mówi się o depresji poporodowej, choć sama jej nie doświadczyłam znam osoby które dotknęła. Wiem, że hormony mają tu głównie głos, ale cała zmiana kobiety i jej kobiecości w mamę to też duże obciążenie zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Poczucie obowiązku jaki otrzymujemy w swoje ramiona jest nie do opisania. Do dziś pamiętam pierwszą pobudkę w szpitalu na karmienie, pamiętam to zmęczenie, senność ale przede wszystkim tą odpowiedzialność - za to maleństwo które przekazała mi pielęgniarka. Pamiętam też tą siłę, która mimo ogromnego zmęczenia i bólu mi towarzyszyła. Ale pamiętam też, że kolejnego dnia wstałam z łóżka i na ile moje siły mi pozwoliły zrobiłam lekki makijaż i ułożyłam włosy - nie dla innych, dla SIEBIE. I wiecie, że poczułam się lepiej. Na szkołach rodzenia też wam to powiedzą, że przychodzi na drugą dobę po porodzie taki kryzys i warto być na niego przygotowanym, nawet jeżeli naszą jedyną bronią może być szminka, tusz do rzęs i prostownica:)

Naprawdę. Ja wiem, że pewnie wiele z was pomyśli jakie to trywialne, być może nawet płytkie, ale czy życie nie składa się z takich trywialnych i prostych spraw, które dają nam szczęście

Jestem mamą i od samego początku wiedziałam, że macierzyństwo ma być piękną ozdobą mojego życia, nie jego kulą.

Być może wynika to z czystego egoizmu, jednak uważam że szczęśliwa i spełniona mama to szczęśliwe i spełnione dziecko. U mnie to się sprawdzało zawsze. Pamiętam dni, gdy moja kilkutygodniowa córeczka płakała mimo moich gorących prób jej uspokojenia - śpiewania, kołysania. Nic nie pomagało, a ja mimo pozorów zewnętrznego spokoju - w środku się gotowałam z nerwów i zmęczenia, a ona to czuła. I wtedy nadchodził spokojny tatuś, wyrwany z czeluści pracy i jak rycerz na białym koniu spokojnie powracał do domu, brał w stęsknione ramiona dziecko, które momentalnie się uspokajało - a mnie trafiał szlag. Brzmi znajomo? Wiecie czemu? Bo miałam dość siedzenia w domu, biegania ze stanikiem na wierzchu, bo miałam poczucie, że się cofam, że mój mąż może iść do pracy, do ludzi, może się rozwijać a ja stoję. Byłam zła, że nie umiem uspokoić swojego dziecka, a im bardziej chciałam ją uspokoić, tym mniej mi to wychodziło i tak w kółko. Zresztą ile było takich momentów. Zawsze gdy sobie nie radziłam dzwoniłam do męża, mamy, babci, przyjaciółki - nie tworzyłam lukrowanego świata, być może nawet go demonizowałam, ale wolałam to niż udawanie. Jeżeli ktoś umiał przyjść i pomóc - super, jeżeli nie, to nawet ta krótka rozmowa - niekoniecznie o dziecku - przynosiła ulgę. Pamiętaj, że nikt nie wymaga od Ciebie więcej niżeli ty sama od siebie. 

I tu przychodzi moment na rozmowę, na partnerstwo, na szczerość. Nie czuje się gorsza przez to, że moje instynkty macierzyńskie nie były tak głębokie, że moje poczucie poświęcenia nie było tak silne. Moja miłość do córki rośnie razem z nią, choć dla mnie to nieprawdopodobne że będę umiała ją kochać jeszcze mocniej niż dziś :) Moja córka, jest moim największym i najpiękniejszym osiągnięciem, ale tylko dlatego że nie jedynym. Macierzyństwo uczyniło mnie najszczęśliwszą kobietą na świecie, cieszę się każą chwilą, chłonę każde "kocham Cię Mamusiu" , pękam z dumy kiedy widzę jej dobroć. Chce jej przekazać wszystko co najlepsze, chce żeby ona była dumna ze mnie. Chce żeby była dobra, empatyczna, skromna, kulturalna, uczciwa, żeby osiągnęła w życiu więcej niż ja. Chcę jej przekazać siłę kobiecości, pokazać że może osiągnąć wszystko jeżeli właściwie ustawi swoje priorytety i dobrze ulokuje uczucia. To więcej niż odpowiedzialność za nakarmienie, to odpowiedzialność za przyszłość jaką zbuduje. Ona patrzy na mnie, naśladuje mnie, ma mnie za kogoś za kogo nigdy ani ja ani nikt inny nie będzie uważał - za ideał.

Ale nauczyłam się głośno mówić o moich potrzebach, o tym co mnie boli, czego mi brakuje, o tym czego nie chce, a jeszcze ważniejsze o tym czego chce. Nie nauczyłam się tego z dnia na dzień, wiele sytuacji, chwil, a przede wszystkim ludzi miało na to wpływ.

Nadal panują pewne stereotypy jak kobieta powinna wyglądać, jak się zachowywać, co wypada, co nie wypada, kiedy drugie dziecko, a już najlepiej to od razu! Głowa mnie od tego zawsze boli, bo to jest tak bardzo indywidualna sprawa, że nie powinna być tematem rozmów poza małżeństwem czy partnerami. Dla mnie cudownie mieć jedno dziecko, nie chce teraz drugiego, chce nacieszyć się tym moim szczęściem bo zaraz dorośnie, czy to coś złego? Nie. Może za kilka lat, czemu nie, kto powiedział, że jest tylko jeden idealny moment na drugie dziecko. Ale jeżeli chcesz mieć drugie, trzecie dziecko jak najszybciej, czy to coś złego? Nie. Chcesz zostać w domu z dzieckiem - super, zostań, naciesz się tym. Chcesz wrócić szybciej do pracy, otworzyć swój biznes – zrób to, nigdy nie będzie idealnego momentu. Na tym polega akceptacja siebie i swojego życia, zrozumienie że nie trzeba, a wręcz nie wolno robić czegoś dla kogoś, bo finalnie ty będziesz żyła w tym życiu i ty zostaniesz z bagażem jaki przyniesie.

Macierzyństwo może też paradoksalnie stanowić drogę do akceptacji siebie i to właśnie ono jest potrzebne by odnaleźć się w życiu, by wyostrzyć zmysły, poustawiać priorytety, nadać całości szerszą perspektywę. Jeżeli mamy wszystko, a brak nam dziecka to żadne sukcesy, tej luki nie wypełnią. I na odwrót możemy mieć cudowną rodzinę, a czuć w sobie jakiś niedosyt, coś co z jednej strony dodaje niepokoju a z drugiej może być - odpowiednio odebrane - bodźcem do działania. Ty decyduj, nie daj innym decydować o Twoim macierzyństwie lub jego braku. A także o tym jak powinno wyglądać i jakie w tym macierzyństwie masz prawa i obowiązki. Czasy gdy tylko kobieta zajmowała się dzieckiem minęły - nie, nie jestem feministką - uważam, że dziecko ma mamę i tatę i oboje mają takie same obowiązki względem dziecka, ale przede wszystkim siebie nawzajem. To zdrowa relacja, która pozwala budować zdrowy związek oparty na szczerości i podstawach szeroko pojętej sprawiedliwości. 

Wydaje mi się, że wciąż miotamy się między tym czego chcemy my, tym czego oczekują od nas inni, a także co wymusza na nas poniekąd dzisiejszy świat. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że obraz kobiety, matki, macierzyństwa kreowany w różnych mediach społecznościowych nijak ma się do prawdziwego życia. Jednak bombardowani z każdej strony pięknymi zdjęciami i filmami dajemy się ponieść ich emocjom i pięknu - często zafałszowanym - a jednak tak upragnionym. Pojawia się pytanie czy żyjemy po swojemu czy zaczynamy chcieć żyć jak inni, co powoduje że tylko ślizgamy się próbując złapać coś ulotnego. Sama łapie się na tym jak łatwo przychodzi mi porównywanie się do innych, zarówno w kwestiach rodzinnych, jak i biznesowych. Łapie się też na tym z jaką łatwością umniejszam sobie, a przy okazji swojej rodzinie - jej zalet, tego co wspólnie osiągnęliśmy, co wypracowaliśmy - słowem nie doceniam tego co mam. A żeby było weselej, mam tego świadomość a wciąż to robię. Lubimy porównywać się do innych, do ich sposobu życia, pracy, wyglądu, również w kwestii rodzicielstwa... ale prawda jest trywialna i bolesna, samym porównywaniem, użalaniem i smutkiem nie zmienimy NIC. Musimy działać, ale nie mam tu na myśli przenoszenia przysłowiowych gór. Mam na myśli małe kroczki, codziennie, sumienne ale przede wszystkim pewne w kierunku który sobie obierzemy. Z dnia na dzień ciężko o wielką zmianę, ale codzienna zmiana w dalszej perspektywie zmieni wiele. Bo wiecie, ja to jestem w gorącej wodzie kąpana, ja chce teraz, już, a najlepiej to na wczoraj - jednak jeden taki co się nazywa mój mąż (choć nie sądziłam, że ta chwila kiedy to napiszę nadejdzie) mądry facet, umie z sukcesem w porę mnie zatrzymać i pokazać wartość codziennej pracy nad sobą, ponad szybkie i wykańczające energetycznie pomysły "na już".  Warto przy tym zatrzymać się i docenić to co się ma, docenić siebie za to co osiągnęłam i być z tego dumną. Sama akceptacja pewnych rzeczy sprawi, że macierzyństwo będzie dużo bardziej zrozumiałe i szczęśliwe. 

Dużo czasu zajęło mi przyswojenie znaczenia słowa ASERTYWNOŚĆ, jeżeli nie wiesz co oznacza to zacznij od wpisania go w wyszukiwarkę google. Wyrażanie siebie i pamiętanie o sobie, to nie przejaw egoizmu a dojrzałości i szacunku do samej siebie. Macierzyństwo nie ma być końcem Ciebie, ma być kontynuacją twojego życia, pewnym etapem, który prowadzi do kolejnych. Tak wiele mam udowadnia, że będąc MAMĄ można spełniać marzenia, realizować plany, odnieść sukces zawodowy i rodzinny. W swoim otoczeniu mam tak cudownie zapracowane i spełnione mamy, że kiedy na nie patrzę pękam z dumy, że są moimi przyjaciółkami. Bycie mamą i kobietą nie musi się wykluczać, to stanie się tylko wtedy gdy na to pozwolisz. Mamy jednocześnie ogromny przywilej i trud jakim jest bycie kobietą i mamą, wykorzystajmy to jako dowód, że widocznie tylko my potrafimy pogodzić obie tak wymagające funkcje :) Chociaż naprawdę nie wiem, jak życie ogarniają mamy bliźniaków, o trojaczkach i większych cyfrach nawet nie wspomnę...

W każdym razie mamy znajdziecie czasem czas na fryzjera, kosmetyczkę, spacer, sport czy pogaduchy z przyjaciółką. Wiem, że nie zawsze się da, ale chociaż spróbujcie, ok? :) Tylko wiecie, jak już pójdziecie na tą kawkę to nie gadajcie cały czas o dziecku, mimo iż w tej chwili wypełnia ono cały wasz świat, to świat wokół nie jest wypełniony tylko nim. Nie jest nigdzie napisane, że matka nie nawijająca przez godzinę o cudach macierzyństwa jest złą matką. Wszystko musi zachować odpowiednie proporcje, by nadać życiu odpowiedni smak i kształt. Taki reset, nawet krótki pomaga i to bardzo. Nie bierzcie na siebie więcej, niż jesteście w stanie unieść. Poproszenie o pomoc to nie oznaka słabości, to świadomość że mamy swoje granice i możliwości.  

Bycie mamą to najpiękniejsze co mnie spotkało, dlatego że nigdy nie przestałam być sobą.

Pamiętajcie o tym drogie przyszłe i obecne mamusie – dbajcie o siebie, a wtedy będziecie mieć radość z dbania o innych.

M.

PS. Kochane mamy ten wpis ma charakter osobisty i subiektywny, dlatego nie musicie się z nim zgadzać, mam jednak nadzieję że niektórym z Was pomoże i pozwoli na wyjście ze skorupki jaką na siebie włożyłyście. Pozdrawiam Was serdecznie!